czwartek, 6 lutego 2014

szkolny test ISA

Szkoła Tolka co roku przystępuje do testów ISA, w których bierze udział kilka tysięcy dzieci z całego świata. Wczoraj i przedwczoraj odbyła się tegoroczna edycja. Pierwszy dzień to trzy 40- minutowe testy z matematyki, następnego dnia dwa testy z czytania i pisania. Rodzice już dwa tygodnie wcześniej dostali stosowne informacje mailem. Dzieciom wolno tego dnia przynieść do szkoły dwujęzyczny słownik. Byliśmy uprzedzani jak się zachowywać, żeby nie spowodować zbyt dużego stresu i dzieci, na co zwrócić uwagę, a czego nie robić. Przeczytaliśmy i zapomnieliśmy o sprawie. W końcu to tylko test.
Tymczasem w szkole od zeszłego tygodnia narastała panika wśród dzieci, że test, ważny, trudny, że to denerwujące... Dzieci wzajemnie się nakręcały i wyraźnie było widać jakie atmosfery panują w ich domach i kto ma nadambitnych rodziców. Z lekkim zdziwieniem przypatrywaliśmy się temu i zastanawialiśmy się czy to może my nie traktujemy całego zajścia z należną powagą.
Na szczęście w tego typu sytuacjach Tolkowa szkoła staje na wysokości zadania i rewelacyjnie włącza się w wyciszanie zbiorowej histerii. Już w piątek każda klasa miała spotkanie ze szkolnym psychologiem, która tłumaczyła dzieciom jak mają się przygotować, co jeść, co pić, na czym się skupić. Nasz syn słucha takich rad uważnie i skrupulatnie się do nich stosuje. Niesłychanie podoba mi się to, że szkoła pokazuje dzieciom jaki wpływ ma spanie, jedzenie, pozycja czy wygoda na koncentrację.


Bezpośrednio przed testami sala została wywietrzona, dzieci dostały miętę (nie udało nam się dociec czy to na koncentrację czy na uspokojenie, ale jak widać na zdjęciu - "pomaga na pamięć") i wodę do picia. Napisali.

Jak twierdzo Tolek, po pierwszym dniu większość dzieci była rozczarowana. Spodziewali się czegoś bardzo trudnego, a dostali "test dla dzidziusiów" - widać było, że szeroko to przedyskutowali w czasie przerw. Tłumaczyłam Mu, że to po prostu sprawdzian tego, co potrafią. Jak było łatwe, to znaczy, że szkoła dobrze ich uczy. A jakby było źle, to szkoła musiałaby przemyśleć swoje metody nauczania. Widać było, że trawi takie podejście do egzaminów i że w końcu poukładał sobie wszystko w głowie. Kolejnego dnia dzieci się już "nie rozczarowały". Wrócili zmęczeni i przejęci. Za dwa miesiące wyniki. Ciekawa jestem czy dowiemy się czegoś nowego o Tolku. Na razie oprawiamy w ramki zalecenia ze szkoły, które tu wkleiłam i postaramy się zapamiętać takie podejście do wszystkich klasówek na następne lata.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

wolna jak matka

A to Ci dopiero!!! Nie pamiętam kiedy ostatnio miałam to szczęście - jestem sama w domu. SAMA! Na cały dzień! Tolek załatwia swoje sprawy, M...