środa, 26 lutego 2014

kiss & go


Punktualnie o 8:00 szkoła Tolka otwiera podwoje dla uczniów. Do budynku można wejść tylko na chwilę, żeby zostawić plecak, potem trzeba wyjść na plac zabaw. Można się wspinać, szaleć, grać w piłkę, biegać, albo robić cokolwiek innego, czego tylko tylko świeżo obudzona dusza zapragnie.
Punktualnie o 8:25 słychać gwizdek, dzieci ustawiają się klasami w rzędach. Przychodzą wychowawcy i każdy zabiera swój "rządek" na lekcje.
W czasie tych 25 minut do szkoły trafiają wszyscy uczniowie primary school, tj. ok 400-450 dzieci. Przynajmniej 75% dzieci przywożonych jest samochodami.
Przynajmniej 75% dzieci potrzebuje pomocy przy wysiadaniu z auta, tj. rodzic musi na chwilkę zatrzymać się, wysiąść, pomóc wyjąć placak/worek/pomoce naukowe, dać buziaka na pożegnanie, wsiąść i odjechać.
A ponieważ szkoła stoi przy ruchliwej ulicy, to łatwo sobie wyobrazić korki, jakie tworzą się w okolicy tuż po 8:00 rano. Zastrzeżenia zgłaszali mieszkańcy oraz sami rodzice, którzy pieszo odprowadzają swoje dzieci - rano naprawdę panowała tu "wolna amerykanka" i ciężko było bezpiecznie dojść na szkolny dziedziniec. W końcu policja zainteresowała się tabunem aut parkujących dwa razy dziennie we wszystkich możliwych i niemożliwych miejscach i zaczęła wlepiać mandaty. Kierowcy bardziej uważali, ale problem pozostał, bo przecież dzieci do szkoły dowieźć trzeba.


I tak szkoła wpadła na pomysł otwarcia bramy i stworzenia ronda na części szkolnego placu zabaw. Wszystko zostało jasno narysowane, oznakowane, a duże tablice pokazują, w którym miejscu co należy robić. Auta wjeżdżają na rondo, zatrzymują się na moment, dzieciaki wyskakują bezpośrednio na plac zabaw i biegną do zabawy, a rodzice odjeżdżają bez stresu, że w ostatniej chwili latorośl wejdzie komuś pod koła.


Zmotoryzowany TaTolek narzeka nieco na ten system i na nauczycieli nieudolnie kierujących rano ruchem, ale pieszy MaTolek podziwia zarówno sam pomysł, jak i wykonanie. Za każdym razem, kiedy widzę napis "kiss & go" mimowolnie uśmiecham się. Najprzeróżniejsze auta podjeżdżają, najprzeróżniejsze dzieci (i rodzice) wyskakują, dają sobie buziaki i przytulaki na pożegnanie. Dzieciaki uśmiechnięte lecą do kolegów, rodzice odjeżdżają.
Ciekawe jak długo Tolek będzie się jeszcze zgadzał na całusy i przytulenie na oczach kolegów.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

wolna jak matka

A to Ci dopiero!!! Nie pamiętam kiedy ostatnio miałam to szczęście - jestem sama w domu. SAMA! Na cały dzień! Tolek załatwia swoje sprawy, M...