środa, 8 stycznia 2014

wyjście ewakuacyjne


Większość okolicznych kamienic to budynki 4- lub 5-piętrowe ze starymi, drewnianymi schodami w środku. Rzadko kiedy pojawiają się windy, a jeżeli są, to często w postaci szklanego szybu, dobudowanego "na zewnątrz" do budynku. W tych wyjątkowych, oszybowanych kamienicach, czynsz od razu szybuje pod niebiosa. Za zbytki trzeba słono płacić. Niepełnosprawni nie mają łatwego życia w Lipsku.


Kiedy pierwszy raz wspinaliśmy po schodach na nasz strych, na klatce schodowej szaleli robotnicy, którzy wykańczali kamienicę. Malowali, gipsowali, stawiali ściany, spawali, podłączali elektrykę. Na drewnianych schodach leżało mnóstwo papierów, tektur, rozmaitych farb, rozpuszczalników, styropianu... przeszła mi wtedy przez głowę myśl o drodze ewakuacyjnej... jakby coś: jakaś iskra od spawania, albo później, jak już mieszkania będą zamieszkane - to co? Jak uciekniemy? Marna szansa, żeby udało się zbiec przez sześć kondygnacji po drewnianych schodach... zepchnęłam wtedy tę myśl głęboko i pilnowałam, żeby została starannie ukryta. Nie za bardzo mieliśmy inna opcję mieszkaniową, a mieszkanie chociaż miesiąc dłużej z piekarnią za ścianą przerastało nasze możliwości psychiczne i fizyczne.
Po jakimś czasie odkryliśmy jak wyglądają drogi ewakuacyjne w Lipsku. Mają ogromną zaletę: są. Ale jakoś mnie nie przekonują.


O ile dobrze zauważyłam, często służą jako główna droga do domu. Znając akustykę tutejszej zabudowy, osoba wchodząca po takiej spirali musi powodować w mieszkaniach dźwięk podobny do bicia dzwonu. Po drugie nie bardzo wyobrażam sobie wchodzenie po tym codziennie z dwójką dzieci, zwłaszcza jeśli jednym z dzieci jest nasza nadruchliwa DemOlka. Pewnie schody są bezpieczniejsze, niż na to wygląda, ale jednak... nie. Po trzecie wyobrażam sobie te schody skute lodem w zimie i jeszcze mniej mi się podobają. A po ostatnie - zdecydowanie nie chciałabym mieć schodów, które prowadziłyby do mieszkania bezpośrednio z ulicy (lub z ciemnego podwórka, co zdarza się częściej) i kończyłyby się szklanymi drzwiami (oknem?!). Sąsiedzi przesuwający się za oknem na trzecim czy czwartym piętrze również nie budzą mojego zachwytu.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

wolna jak matka

A to Ci dopiero!!! Nie pamiętam kiedy ostatnio miałam to szczęście - jestem sama w domu. SAMA! Na cały dzień! Tolek załatwia swoje sprawy, M...