poniedziałek, 2 grudnia 2013

plac zabaw po raz drugi

O naszym ulubionym placu zabaw pisałam już tutaj (i nawet go pokazywałam) a potem tutaj dawałam znać, że ktoś nam go okrutnie zepsuł. Dziś wyjaśnienie.
W naszych okolicach jest sporo placów zabaw: kilka zwykłych, osiedlowych, jeden "adventure park", z mnóstwem zabawek linowych, wysokich, niskich, z wodą, studnią, tunelami i wszystkim, co można sobie wymarzyć, jeden sportowy ze ścieżką zdrowia dla dorosłych (widziałam tylko jedną mamę poza mną, która próbowałaby robić pompki, brzuszki czy podciągać się w czasie dziecięcych zabaw w piachu) oraz nasz ukochany plac zabaw - najprostszy i chyba najstarszy. Cały plac zabaw do: piaskownica, stół do ping-ponga, jedna maszyna do podnoszenia ciężarów (nieczynna, bo drewno się wypaczyło i ciężar zrobił się za duży dla przeciętnego zjadacza chleba) oraz jedna konstrukcja metalowo-drewniana.


Nie było żadnych huśtawek, zjeżdżalni, bujaków - nic takiego. Jak widać na zdjęciach, plac nie cieszył się dużym wzięciem, co dla nas także było plusem. Można było się podciągać, fikać koziołki "na trzepaku", wspinać po łańcuchach, słowem - ćwiczyć sprawność.
Ale widać komuś to przeszkadzało. W czasie ferii kartoflowych przyjechały koparki, teren został ogrodzony, a nasza ukochana konstrukcja - zrównana z ziemią.

rozśmieszam Tolka, który oniemiał na zniszczonym placu zabaw, z tyłu widać parkan i nowy plac w budowie

Teraz plac zabaw jest drewniano- kolorowy, pełen nowych zabawek i tłumnie oblegany. Jest zjeżdżalnia, huśtawka, hamak, karuzela - słowem wszystko to, co na innych placach zabaw. Zrobiony jest w sposób przedziwny - tak, jakby miał przede wszystkim być efektowny, a nie użyteczny. Ostatnio zapanowała np. moda na powykrzywiane stopnie na zjeżdżalnie, nie są równolegle, tylko każdy odchyla się w inną stronę. Wygląda fajnie, ale dla maluchów utrudnienie jest na tyle duże, że trzeba cały czas stać tuż obok, żeby w razie czego łapać spadającą kulkę. Huśtawka jest wielka (można się bujać całą rodziną), piękna, ale dzieci sama nie mają szans na nią wejść, bo jest za ciężka, itd., itp. 
Z braku laku chodzimy tam prawie codziennie i każdego dnia z daleka słychać głosy płaczących dzieci, które co chwila mają jakieś wypadki. Plac zabaw wygląda teraz jakby był zrobiony na dorosłego człowieka. Dzieci co chwila z czegoś spadają, rozbijają się, uderzają głowami o wystające elementy drewniane. Lala jest za mała, Tolek się jest za duży i się nudzi. Dzięki temu odkrywamy uroki jesienno-zimowego parku, buszowania w krzakach (i błocie) i spacerów. Nie ma tego złego.

PS. Mimo, że jestem na tam prawie codziennie, ze dziwieniem odkryłam dziś, że nie mam żadnego zdjęcia samego placu zabaw. To z tej prostej przyczyny, że na ogół jesteśmy na nim po ciemku. Jak mi się kiedyś uda, to zrobię zdjęcie tego, co opisywałam. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

wolna jak matka

A to Ci dopiero!!! Nie pamiętam kiedy ostatnio miałam to szczęście - jestem sama w domu. SAMA! Na cały dzień! Tolek załatwia swoje sprawy, M...