piątek, 13 grudnia 2013

mgła


Kilka dni temu nad Lipsk nadciągnęła mgła. Krajobraz wyglądał, jakby jakiemuś wielkoludowi wylała się butelka mleka. Zrobiłam zdjęcia, pooglądałam i już. Ale nadeszła noc i mleko tylko zgęstniało, przyszedł kolejny dzień i mleko zamieniło się chyba w śmietanę. Zdjęcie z fleszem nie wychodzi, odbija się od białych odrobinek, które nas coraz szczelniej otulają. Brak umiejętności fotograficznych przeszkadza mi w takich momentach ogromnie. Widzę coś niesamowitego, ale nie umiem tego uwiecznić, zatrzymać i pokazać tym, którzy codziennie pytają co u nas.

próba zrobienia zdjęcia z fleszem

zdjęcie bez flesza dobrze pokazuje mgłę, ale nie za dobrze łapie ostrość ;)

Momentami mgła się podnosi - wtedy wychodzą skrawki pięknego nieba i prześwituje piękne słońce, a potem znowu szara czapa osiada, zasłania kolejne budynki, drzewa, auta. Wczoraj koło 17:00 był (chyba) punkt kulminacyjny. Nawet rowery włączały mocne światła, dzieci w wózkach zostały wyraźnie oznaczone (to tutaj rzadkość), ci co mogli, wieszali na sobie odblaski. Auta jeździły w żółwim tempie, przed szkołą pojawiło się znacznie więcej rodziców niż zwykle - samotna podróż w taką pogodę nie jest ani miła, ani bezpieczna. Pierwszy raz po boisku szkolnym błąkali się zagubieni rodzice, którzy nie mogli odnaleźć swoich dzieci nie przez żarty latorośli, tylko przez mgłę, która wszystkie ciemno ubrane dzieci niesamowicie do siebie upodobniła. Cieszyłam się z jasnej kurtki Tolka, którą łatwo było wypatrzeć.


Wyszliśmy ze szkoły. Mgła szybko zaczęła gęstnieć, a zapadający mrok tylko pogarszał widoczność. Złapałam aparat i - ku rozpaczy zmęczonego Tolka, który chciał szybko wracać do domu - pstrykałam jedno zdjęcie po drugim kombinując co by tu zmienić w ustawieniach, żeby choć jedno pokazało prawdziwy liski krajobraz. Jak widać - nie wychodziło. Albo na zdjęciu znikała mgła, albo wszystko się rozmazywało.


 Miasto wyglądało trochę jak z horroru: wszystko zamglone, niewyraźne, spowite tajemnicą. Pora roku ze swoimi szarościami i łysymi drzewami idealnie wpasowała się w ten ponury krajobraz.


Dziś czwarty dzień dziwnej pogody. Widać kamienice stojące nieopodal, korony najbliższych drzew, ludzi i samochody. Ale dalej jest smutno, szaro. Ludzie snują się markotni. Cieszę się, że za kilka godzin nasz dom wypełnią dzieci.

widok z naszych okien 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

wolna jak matka

A to Ci dopiero!!! Nie pamiętam kiedy ostatnio miałam to szczęście - jestem sama w domu. SAMA! Na cały dzień! Tolek załatwia swoje sprawy, M...