czwartek, 5 września 2013

wieża babel



 Od kilku miesięcy Tolek ma nowego kolegę, Dong Gon Li. Od początku roku szkolnego chłopaki męczyli mnie o możliwość spotkania się po lekcjach. Wygląda to zawsze tak samo: przychodzę do szkoły, zabieram dwoje dzieci, po paru godzinach rodzice tegoż dziecka odbierają je od nas z domu. Koniec logistyki.
Wczoraj rozmawiałam z tamtą mamą, powtórzyłam zaproszenie dla Dong Gon Li i przypomniałam o upoważnieniu na dzisiaj dla mnie do odbioru dziecka ze szkoły. Na co Ona odpowiedziała (głównie gestykulując), że nie ma potrzeby, bo Ona też przyjdzie. Przez chwilę miałam nadzieję, że to nieporozumienie i że Ona nie wie, że wystarczy upoważnienie, więc powoli i WIELKIMI LITERAMI powtarzałam jak to działa. Trzy razy powtórzyłam i trzy razy wygestykulowała mi w odpowiedzi to samo... Mam przed sobą spotkanie u siebie w domu, z całkowicie obcą mi Koreanką - normalka, do tego się już przyzwyczaiłam, ale.... Ona nie mówi po angielsku, ani po niemiecku, ani w ogóle w żadnym europejskim języku!! To co będziemy robiły przez te dwie godziny?! Uśmiechały się do siebie, udając, że się świetnie bawimy czy patrzyły sobie głęboko w oczy, wyczytując wszystko, co mamy sobie do przekazania?!

1 komentarz:

  1. Ja z moim niemówiącymjeszcze dzieckiem oglądamy książki z obrazkami. Spróbuj :-P

    OdpowiedzUsuń

wolna jak matka

A to Ci dopiero!!! Nie pamiętam kiedy ostatnio miałam to szczęście - jestem sama w domu. SAMA! Na cały dzień! Tolek załatwia swoje sprawy, M...