środa, 21 sierpnia 2013

Czarnogóra jak czarna dziura

Sveti Stefan

Od kilku lat mamy te same kryteria wakacyjne. Szukamy egzotycznego kraju z fajnymi widokami, ciekawymi miejscami do nurkowania dla dzieci, daleko od tłumu, blisko natury. W tym roku wybór padł na Czarnogórę. Było planowanie, zachwyty, zbieranie informacji, studiowanie przewodników. Ogólny przekaz przewodnikowy był prosty: jak chcesz zobaczyć państwo piękne, naturalne, nieskażone turystami - jedź do Montenegro. Tuż przed wyjadem pojawiła się jedyna mała skaza naszej wizji lata idealnego - znajome naszych przyjaciół pojechały tam i po dwóch dniach uciekły do Chorwacji - bo niemiła obsługa, bo brudno, bo muzułmańsko-rygorystycznie. Uznaliśmy, że widocznie nie umiały uszanować miejscowych obyczajów i same są sobie winne.


Pojechaliśmy do małej miejscowości Bečići, niedaleko Budvy... i wpadliśmy w tłum (tak samo jak my) skołowanych Polaków. Zamiast dzikich plaż - beton, zamiast piaszczystych plaż - długie koszmary pełne obowiązkowych leżaczków (za jedyne 8E/dzień) i parasoli, ustawionych równiutko, żeby jak najwięcej ludzi się wcisnęło. Zamiast uroczych hacjend - kilkunastopiętrowe bloki, zamiast gór - dziesiątki dźwigów, żmudnie pracujących nad kolejnymi betonowymi kolosami; zamiast małej wioski Bečići, wylądowalismy w Bečići - na przedmieściach Budvy, które zostały wchłonięte przez kurort; tłum, smród, hałas... To, co na mapie googlowej było plamą zieloności i zboczami gór, teraz pocięte jest setkami uliczek, będących dojściami do kolejnych bloków-hoteli. Musi to wyjątkowo smutno wyglądać poza sezonem, kiedy świeci pustkami i szarością betonu.

jeszcze pół roku temu musiało tu być pięknie

 korki, korki, korki...

 standardowy widoczek, czyli gdyby nie bloki, byłoby bosko

 przytulny hotelik czarnogórski; ciężko znaleźć choć kawałek nieba bez dźwigów

Po pierwszej nocy spędzonej w przedziwnej kwaterze (niby wszystko pięknie, ale do czego się człowiek nie dotknie, to się rozpada, odpada, podchodzi grzybem albo zaczyna śmierdzieć), męska część wycieczki ruszyła w głąb Czarnogóry na poszukiwanie czegoś mniej przemysłowo-turystycznego. Nie było ich półtorej godziny, ujechali 6 km, bo stali w korku... za to byli świadkami bijatyki między policjantami, a przechodniem, który nie mogł doczekać się przejścia przez jezdnię, naoglądali się kolejek do każdej możliwej jadłodajni i wszechobecnego brudu.

 karnisz w naszym pokoju, przyklejony srebrną taśmą, żeby nie spadł nikomu na głowę

Na plażę nie udało nam się dotrzeć, bo wszystkie ulice były w trupa zakorkowane, a tłumne plaże, pełne dmuchanych basenów, zjeżdżalni i innych plastikowych atrakcji nie kusiły nas zbyt mocno.
Po 12h od przyjazdu zdeterminowany "przewodnik" naszej wycieczki wsiadł w auto i zapowiedział, że nie wróci, dopóki czegoś nie znajdzie w Chorwacji. Nie było Go cały dzień, w czasie którego siedzieliśmy ze spakowanymi walizkami, mocząc dzieci w ośrodkowym basenie i walcząc łokciami o wolne miejsce koło tegoż. Czas umilaliśmy sobie rozmowami z innymi zagubionymi Polakami, którzy przylecieli samolotami i nie mieli jak uciec. Wszyscy narzekali i opowiadali, że ich urlop sprowadza się do wysiadywania nad rzeczonym basenem i wyjeżdżaniem poza granice Czarnogóry ze zorganizowanymi wycieczkami. Do końca urlopu nie spotkaliśmy ani jednej osoby zachwyconej Czarnogórą, a rozmawialiśmy o niej nawet z tymi, którzy podróżowali po całych Bałkanach. To jedno państwo prawie wszyscy opuszczali szybciej, niż pierwotnie zamierzali.

zdjęcie z robione z auta, za tymi barierkami widać turystyczne mróweczki na plaży

Dalej wierzę, że są piękne zakątki w Czarnogórze. Tylko z daleka widzielismy wyspę św. Stefana (od kilku lat zamknietą dla odwiedzających), przejeżdżaliśmy przez urokliwą (ale bardzo tłumną) Zatokę Kotorską i mijaliśmy dosłownie kilkukilometrową piękną część wybrzeża. Zabrakło nam też czasu na dotarcie do jeziora Szkoderskiego, na którym bardzo mi zależało. Wybraliśmy jednak mnijesze zło, a było nim natychmiastowe przeniesienie się do sąsiedniego kraju. Chorwacja (która zachwyca mnie umiarkowanie), okazała się znacznie bardziej cywilizowana, zachodnia, czysta i mniej ludna.
Wylądowaliśmy koło Dubrovnika, w przepięknym apartamencie, z idealnym widokiem, wśród tłumu osób nam bliskich... ale to już inna opowieść.

najmniej ludna i najbardziej urokliwa część Zatoki Kotorskiej

4 komentarze:

  1. Małgosiu, dzięki za ten opis i muszę przyznac, że jestem w niezłym szoku...
    Chyba tak jak Ty przez wyjazdem do Czarnogóry, jestem obecnie pod urokiem opisów z przewodników itp. i nie przypuszczałabym, że tak to wygląda w rzeczywistości... Szkoda... Mam nadzieję, że wejście Chorwacji do EU nie przyniesie podobnych skutków:(

    OdpowiedzUsuń
  2. Myślę sobie, że dalej od wybrzeża Czarnogóra nadal może zachwycać. Ale za mało mielismy urlopu i za małe dzieci, żeby ryzykować sprawdzanie w ciemno.
    Nawet dziś, jak usiadłam z przewodnikiem (pascala), to zachwycałam się widoczkami i opisami. Żal mi, że nie udało nam się tego zobaczyć.

    OdpowiedzUsuń
  3. No to kiepsko... Ale czekam na wpis o Chorwacji :) (nigdy nie byłam, ale kiedyś może mi się ida :) )

    OdpowiedzUsuń

wolna jak matka

A to Ci dopiero!!! Nie pamiętam kiedy ostatnio miałam to szczęście - jestem sama w domu. SAMA! Na cały dzień! Tolek załatwia swoje sprawy, M...