wtorek, 4 czerwca 2013

zagrożenie powodziowe



Miał być wzniosły post rocznicowy, bo dokładnie rok temu zapadła decyzja o naszej przeprowadzce do Lipska. Dokładnie wtedy, kiedy zasiadłam do pisania, dostaliśmy maila ze szkoły Tolka o zamknięciu tejże na najbliższe dni z powodu zagrożenia powodziowego.
Tak więc zamiast wspomnień i podsumowań, będą zdjęcia. Powodzi na razie nie ma i - tfu, tfu - nie widać, żeby miała być. Jedynie wody w okolicznych kanałkach zrobiło się bardzo dużo i jakoś dziwnie szybko płynie. Wczoraj wieczorem - pierwszy raz od kilkunastu dni - temperatura podniosła się powyżej 15 stopni i nieśmiało wyjrzał kawałek niebieskiego nieba. Niezwykle miła to odmiana.

 rozumiem, że tym, co mają ogródki po prawej stronie, jest już gorąco

...a najbardziej temu na końcu, na rogu. Spokojny kanałek, którym zwykle pływają łodzie z przewodnikami i gondole, teraz jest rwącą rzeką, którą płyną kawałki drzew

bardzo wierzę, że to słońce w końcu przyjdzie. 12 st. w środku dnia w czerwcu to lekki przegięcie (w Finlandii 25st)

 skrawek nieba, który wczoraj budził nadzieję (dziś już takiego nie ma)
to brązowe to coraz szerszy kanałek, który mamy pod oknami

 ciągle podnoszący się kanałek pochłania coraz większą ilość pomostów

po tym drzewie widać jak ciągle wieje wiatr

Jesteśmy w promieniu 1km od największego kanału lipskiego, a co za tym idzie - jesteśmy w strefie potencjalnego zagrożenia. Siedzimy w domu, wszyscy zakichani, dzieci chore. Szkoła zamknięta, przez pół nocy ewakuowano dom starców, który z nami sąsiaduje.  Karetki wyły bez przerwy, helikoptery wojskowe krążą nam nad głowami. Ale szczerze mówiąc nie specjalnie się denerwujemy. Mój największy stres dzisiejszego dnia, to żeby nam nie odowłano przypadkiem wizyty u pediatry, na którą czekamy od dawna.

Tak dla porównania - tak było trzy lata temu w Warszawie, kiedy nasze tamtejsze mieszkanie znajdowało się grubo pod poziomem wody. Wtedy rzeczywiście czuliśmy zagrożenie: wszędzie stała policja, nawoływali przez szczekaczki, legitymowali wszystkich, którzy chcieli przejść, został wstrzymany ruch samochodowy, nie wolno było wychodzić z domu bez zwierząt (bo nie byłoby czasu na wracanie po nie). Interesująco wygląda porównanie ilości słońca i kwiatów. Zarówno zdjęcia z Lipska, jak i Warszawy, są robione w czerwcu.



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

wolna jak matka

A to Ci dopiero!!! Nie pamiętam kiedy ostatnio miałam to szczęście - jestem sama w domu. SAMA! Na cały dzień! Tolek załatwia swoje sprawy, M...