piątek, 21 czerwca 2013

powódź-upał-burze

Dziwna pogoda jest w tym roku. Najpierw niekończąca się zima, która pokonała moje wszystkei (kwitnące już!!) kwiatki balkonowe. Potem jesień, której chyba pomyliła się kolejność pór roku. Sześć stopni w dzień w maju, wichury, ulewy i ukoronowanie pogodowych starań w postaci powodzi, które faktycznie sporo w kołko poniszczyły. Ostatnio wybraliśmy się na wycieczkę rowerową naszymi stałymi trasami i w ogóle nie mogłam poznać gdzie jestem. Jestem wzrokowcem, a tu nagle pozwalane drzewa, woda nie tam, gdzie być powinna, konary na środku ścieżek rowerowych, przyniesione przez wodę...


Niespodziewanie ulewy urwały się, a przyszedł koszmarny upał. Przez ostatnie dni mieliśmy w domu po 30-35st. To temperatura, przy której ciężko zebrać myśli. Dzieciom w szkole dano do zabawy szlauchy z wodą, baseniki, proszono o przynoszenie pistoletów na wodę - wszystko,byle dzieci się nie przegrzewały.
Wczoraj upał równie nagle jak przyszedł, tak poszedł. Przyszła taka burza, jaką widziałam raz w życiu, na głebokiej wsi podlaskiej. Błyskawice pojawiały się poziomo, w koło nas, w 4-5 miejscach na raz. Jezdnie zamieniły się w rwące potoki, dzieci podskakiwały przy każdym uderzeniu pioruna, choć normalnie burzę kochają - jak ja. Temperatura w ciągu godziny spadła o 15 st.


 to nie jest rozmazane zdjęcie, to wczorajsza widoczność burzowa

 taka rzeka płynęła nam po szybach

 j.w.

 zadzwiony Tolek patrzy, patrzy... i nic nie widzi

Wczoraj emperatura w ciągu godziny spadła o 15 st. Dziś jest przyjemny chłodek, słońce, wiatr.
W końcu normalna pogoda na rower. Ciekawe ile się utrzyma.

PS. Jeszcze jako panienka byłam na wakacyjnej szkole w Londynie. Było to ich nabardziej słoneczne lato od 15 lat. W Rio de Janeiro trafiliśmy na najbardziej deszczowe lato od dziesięciolecia, w Finlandii na nacieplejsze lato od 40 lat, ostatnia zima w Lipsku była najbardziej szaro-bura, odkąd wprowadzili pomiary, tj. od 40 lat. Ciekawe jakie jeszcze "naj" nam się przytrafi.

PS.2. pojechałyśmy na wycieczkę rowerową. Czułam się jak na off-roadzie, tylko Lalka mi nieco zawadzała. Park po wczorajszych opadach jest pod wodą. Leży mnóstwo zwalonych drzew. Woda sięgała mi do połowy opon i nalewała mi się górą do butów.

 ścieżka pod wodą, na końcu zwalone drzewo

1 komentarz:

  1. Jak będę chciała gdzieś pojechać, to najpierw upewnię się, że Was tam nie ma :)

    OdpowiedzUsuń

wolna jak matka

A to Ci dopiero!!! Nie pamiętam kiedy ostatnio miałam to szczęście - jestem sama w domu. SAMA! Na cały dzień! Tolek załatwia swoje sprawy, M...