środa, 12 czerwca 2013

listonosz w czerwcu przychodzi dwa razy

Listonosz nie puka zawsze dwa razy. Tylko dzwoni domofonem. Ja podnoszę słuchawkę, mówię gdziecznie "słucham", po czym z mądrą miną wysłuchuję niemieckiego szwargotu, którego ni w ząb nie rozumiem. Wtedy, równie grzecznie co wcześniej, odpowiadam (znowu po angielsku), że ja to tylko po angielsku i czy może on/ona potrafi się ze mną porozumieć. Na ogół odpowiada mi "nein", albo kolejny szwargot. Raz usłyszałam "problem". Wtedy - cóż robić - grzecznie otwieram i nasłuchuję. Rzadko ktoś bez wyraźnego celu decyduje się na wspinaczkę na nasze wysokie (piate? szóste? w rodzinie trwają spory) piętro.
Dwa dni temu jednak listonosz zapukał i przyniósł mi prezent urodzinowy, co kompletnie zwaliło mnie z nóg. Bo u nas w domu nie ma raczej niespodzianek, bo przyzwyczaiłam się, że jestem za stara na urodziny, bo moja rodzona Mama pomyliła się i złożyła mi życzenia miesiąc temu, więc kto "obcy" by pamiętał?! Kiedy więc wczoraj znowu ktoś mi szwargotał przez domofon, byłam przekonana, że to pomyłka, ale znowu otworzyłam. A po chwili kolejny zziajany młody człowiek wręczył mi kolejną paczuszkę!! Musiałam mieć głupią minę, bo się zaczął ze mnie śmiać, ale tak ciepło, miło (a propos - tutaj nie sprawdzają kto odbiera paczkę, to dziwne!!).
Dziękuję Ci K., dziękuję Ci M. (w kolejności dostarczania paczuszek ;) ). Jesteście moimi plasterkami na serce.



U nas listonosz nie puka dwa razy. Tylko dwa razy przychodzi.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

wolna jak matka

A to Ci dopiero!!! Nie pamiętam kiedy ostatnio miałam to szczęście - jestem sama w domu. SAMA! Na cały dzień! Tolek załatwia swoje sprawy, M...