poniedziałek, 6 maja 2013

wieża widokowa w Lipsku

W weekend otworzyliśmy w końcu sezon rowerowy. Niezwykle późno, ale wcześniej moja alergia na to nie pozwoliła. Z racji długiej przerwy zimowej wybraliśmy trasę krótką, ale urozmaiconą - trochę parku, trochę chaszczy, trochę miasta, trochę jedzenia, trochę trawy. Dojechaliśmy na Starówkę i nagle "otworzyła mi się klapka" i pół Lipska ułożyło mi sę w głowie w mapę. Najwyższa pora! W naszej rodzinie to ja jestem pilotem i niezwykle wkurzało mnie, że nie mogę ogarnąć tego dziwnego miasta. Normalnie wystarcza mi kilka wycieczek, a potem wszędzie trafiam na pamięć, a tu - prawie rok po przeprowadzce - dalej gubiłam się kilka przecznic od domu, a niemożność poprawnego wymówienia nazw ulic też nie ułatwia mi poruszania się po mieście. Dziś w końcu zazgrzytało, "kliknęło" i puzzelki powskakiwały na swoje miejsca. I tak - całkiem nieoczekiwanie - wylądowaliśmy na 31 piętrze wieżowca, na tarasie widokowym.

 po lewej stronie wieżowiec, na którego czubku zaraz będziemy, po prawej budynek Uniwersytetu w Lipsku 

 przedziwny budynek uniwersytecki

tam zaraz pojedziemy

Pogoda była zdecydowanie niewidokowa, a kiedy znaleźliśmy się na górze zaczęło mocno padać. Na tyle, że momentami bałam się, że aparat mi zamoknie. Dlatego zdjęcia są nieco rozmazane i mocno zamglone. Kiedy już TaTolek opanował wrzeszczącą od nadmiaru wrażeń i wyrywającą się Lalkę, mogliśmy się przez kilka minut pozachwycać. Do momentu, kiedy Lalka znowu nie przypomniała, że pora wracać do domu.

z tyłu po lewej stadion, taka wystająca z drzew srebrna kopuła po prawej to azjatycka część ZOO, a na środku rynek starego miasta

 Starówka

 Lipsk ma swoje jeziora, tu w oddali widoczne jest Marklleeberg

chwila opanowania Lalki

bardzo zamglony pomnik bitwy narodów - o nim napiszę innym razem

Promenaden - jeden z najstarszych dworców w Europie


 na pamiątkę osiągniętej wysokości (dwa pietra idzie się na piechotę)

A dalej było już normalnie - Lalka się darła, deszcz padał coraz mocniej, ja się strasznie uczuliłam, a Panowie zgłodnieli. I dlatego z drogi powrotnej nie mamy ani pół zdjęcia. 
Po dzisiejszym dniu mam mocne postanowienie: dam jeszcze temu miastu szansę. Jak jej nie wykorzysta, to wtedy będziemy się martwić. ;)  


1 komentarz:

wolna jak matka

A to Ci dopiero!!! Nie pamiętam kiedy ostatnio miałam to szczęście - jestem sama w domu. SAMA! Na cały dzień! Tolek załatwia swoje sprawy, M...