wtorek, 7 maja 2013

oczy dookoła głowy

Mam dwuletnią Córeczkę, muszę mieć oczy dookoła głowy. Mam dwuletnią Córeczkę, muszę mieć oczy dookoła głowy. Taką mantrę powtarzam od kilku dni. I choć wydaje mi się, że jestem czujna jak ważka, to Lalka jest "czulsza".
Zrobiłam dziecku zupkę mleczną na śniadanie. Przyprawiłam szczyptą miłości, wychuchałam, wydmuchałam, podałam i odwróciłam się na pół sekundkiy, żeby zalać garnuszek wodą.
Nie odeszłam na krok!

Te pół sekundki to było wystarczająco długo, żeby Lala stwierdziła, że zupka powinna być bardziej gęsta i że moją wodnistą wersją na pewno się nie naje... I zrobiła tak, żeby przysłowiowa "łycha stała".


I nie, niestety, to pomarańczowe to nie jest marcheweczka, którą można wyłowić, tylko ciastolinka, która pięknie rozpuściła się i zagęściła zupkę. Zupka poszła do kibeleczka w naszej łazieneczce, Lalka ryknęła z głodu (powinnam napisać, że załkała i uroniła maleńką łezkę, ale Ona ryczała a nie łkała, a łezka nie była jedna i mała, tylko  przypominała dziki wodospad), a mnie trafiła cholereczka taka, że mało nie zaczęłam rzucać bluzgieczkami, co zdarza mi się niezmiernie rzadziudko. Tak rzadziudko, jak rzadziudka była zupka Lali, przed dodaniem chrzanionej ciastolinki.


3 komentarze:

  1. słitaśny tekściczek, pasujący na fejsiczka....

    OdpowiedzUsuń
  2. tak samo słitaśny jak moje zdenerwowanko jak zobaczyłam zupkę.

    OdpowiedzUsuń

wolna jak matka

A to Ci dopiero!!! Nie pamiętam kiedy ostatnio miałam to szczęście - jestem sama w domu. SAMA! Na cały dzień! Tolek załatwia swoje sprawy, M...