piątek, 12 kwietnia 2013

wyciszenie jogina z dwulatką w tle

Początek jogi. Stoję przed komputerem i dziko wyginam się wjakichś zupełnie nieludzkich pozycjach, walcząc z własną bezradnością i przyciąganiem ziemskim, które dziś akurat działa chyba ze zdwojoną mocą. Posłusznie staram się wykonywać kolejne polecenia: stań, wyciągnij ręce do góry, zrób głęboki oddech. Wypuść powietrze, nachyl się i połóż dłonie na ziemi, czoło do podłogi (jakiś pies czy inne zwierze). Zrób wdech i wycisz się, przestań myśleć. Wyginam się, oddycham, nie mam szans na zaprzestanie myślenia - zaraz po zamknięciu oczu włącza mi się kalejdoskop rzeczy zaległych, do-natychmiastowego-wykonania i tych, które muszę zrobić za moment. Staram się chociaż wyluzować i wyciszyć, ale ciężko mi idzie w tak nienaturalnej dla mnie pozycji. Zaciskam oczy, które koniecznie chcą sprawdzić co robi moje dziecię i powtarzam sobie jak mantrę "jest obok, bawi się, na 30 sekund możesz stracić ją z oczu".  W tym momencie czuję jakiś wiatr na włosach.
Na szczęście automatycznie otworzyłam oczy, bo dzięki temu nie dostałam zawału. Lalka wczołgała się pode mnie i własnie ruszała z okrzykiem "uuu" żeby mnie "obudzić", rzucając mi się ochoczo na szyję. Ot, mam-jogin nawet "zdechłe psy" wyginające się do "wykręconego księżyca" musi robić czujna jak ważka. Swoją drogą - może by warto stworzyć taką figurę w jodze "czujna jak ważka z dwulatką u szyi".

1 komentarz:

  1. Nie no kochana, widzę że ambitnie! Ja próbowałam brzuszki robić ze skaczącym po mnie stadem małp. Bezcenne :)

    OdpowiedzUsuń

wolna jak matka

A to Ci dopiero!!! Nie pamiętam kiedy ostatnio miałam to szczęście - jestem sama w domu. SAMA! Na cały dzień! Tolek załatwia swoje sprawy, M...