wtorek, 30 kwietnia 2013

chodniki i ścieżki parkowe


Niedawno odwiedzili nas znajomi. Przyjechali z miasta do miasta. Z miasta Warszawa do miasta Lipsk. I może to nazewnictwo ich zgubiło. On przyjechał w butach sportowych, Ona w bucikach na obcasie, prosto z pracy - no bo jak do miasta....
I to był błąd! Po pierwsze lipskie chodniki (te, które znam), są piekielnie krzywe - wypaczona kostka brukowa, popękane płyty chodnikowe, góry i doliny - to tutejsza norma. W Lipsku większość wózków dzicięcych to "traktory" na bardzo szerokich oponach, co ma bardzo głębokie uzasadnienie. Kiedy wybiegam tylko "na krótkie wyjście", biorę tzw. wózek-parasolkę i zawsze wracam mokra i zasapana - a to kółko utknie w dziurze, a to wózek turla się po pochylonym chodniku prosto pod koła samochodów, a to w ogóle nie chce jechać po "wstających" płytach chodnikowych.
Prawdziwe wyzwanie zaczyna się jednak w parku. Asfaltowych uliczek jest niewiele, niewielka część jest wysypana żwirkiem (w którym obcasik też nieźle może się zakopać). Ogromna większość ścieżek parkowych wygląda tak:

 

W skrócie - w okresie roztopów oraz w czasie wiosny takiej, jaką w tym roku pogoda nam funduje, można solidnie ugrzęznąć z bagnie. Nie na darmo moja córeczka, która buty nazuwa tu-tupami, o kaloszach mówi klap-klapy. Klapiemy więc sobie po parku i wyraźnie przeszkadzamy dostojnym kaczkom - przewodnikom.


5 komentarzy:

  1. Małgoś, Olka jeździ w wózku jeszcze? Tak bez oporów?

    OdpowiedzUsuń
  2. U nas wózek poszedł właściwie całkowicie w odstawke.

    OdpowiedzUsuń
  3. Anka, to jak robisz zakupy np.? Ja bym nie dała rady, więc Olka nie ma za bardzo wyjścia na razie. Samo wejście z siatami i Olką na 6. kondygnację "daje mi w kość", jakby to jeszcze miałą do domu donieść, to bym odpadła w połowie.

    OdpowiedzUsuń

wolna jak matka

A to Ci dopiero!!! Nie pamiętam kiedy ostatnio miałam to szczęście - jestem sama w domu. SAMA! Na cały dzień! Tolek załatwia swoje sprawy, M...