czwartek, 7 lutego 2013

uziemienia różne odsłony

Pół roku temu przestałam pracować i osiadłam w domu. W zależności od zwyczaju i języka moja obecna praca ma różne nazwy. W polskim nazywa się to "kura domowa", tu w papierach w banku pani zapisała "household management". Z przyczyn oczywistych wolę to drugie określenie. ;) Tak więc przestałam pracować, wyjechaliśmy z kraju, pozostawiając przyjaciól i znajomych, co w znacznym stopniu ograniczyło moje kontakty towarzyskie. Dla wielu osób  tym samym uziemiłam się.
A mi było dobrze. 

Przeprowadzka zbiegła się w czasie z uszkodzeniem mojej komórki, podczas gdy sama zmiana lokum spowodowała, że odcięto nas czasowo od internetu i telewizji. Grono osób, które uznały, że "jestem udupiona" znowu znacznie wzrosło.
A mi było dobrze.

Dwa dni temu Lala nagle zaczęła się rozkładać. Najpierw katar, potem lecące łzy od przytkanych kanalików, kaszel, temperatura - standardowo. Tolek natychmiast podchwycił tę "zabawę" i zaczął przejmować kolejne oznaki rozkładu. Wczoraj wieczorem było na tyle źle, że postanowiłam na jeden dzień zatrzymać towarzystwo w domu. Dziś nie ma spaceru, siedzimy w domu.
I mi źle.
Nie potrzebuję do szczęścia ludzi, spotkań, pogaduszek i rozmów. Lubię ciszę i spokój. Zawsze lubiłam być sama i dobrze bawiłam się w woim towarzystwie. Babcia od wczesnego dzieciństwa (mojego, nie Jej) powtarzała mi, że "nudzą się tylko ludzie nudni". W ramach ochrony miłości własnej nauczyłam się wtedy nie nudzić. Wystarczą mi książki, coś do pisania, dzieciaki, TaTolek i ruch. Za to brak któregokolwiek z tych czynników powoduje szybki spadek nastroju. Przez ostatnie dni rzadko chodziłam z Lalą na spacery, bo zmieniająca się jak w kalejdoskopie pogoda męczyła nas obie. Ale miałam świadomość, że możemy, że jak tylko nam się zachce - spakujemy manatki, ubierzemy się "na cebulkę" i pójdziemy gdzie nas oczy poniosą. A teraz tego zabrakło. I faktycznie, po jednym tylko dniu uznałam, że TERAZ TO JESTEM UZIEMIONA i marzę o wolności, a dziaciaki latają pod domu z okrzykami indiańskimi wydzierającymi się z gardeł.

Marzymy o zdrowiu i o wiośnie, a na osłodę podziwiamy widoki za oknem. Pogoda sprzyja i jakby starała się zrobić wszystko, żebym miała się czym zachwycać. To jedna tęcza, która na raz nijak nie chciała mi się zmieścić w obiektywie.


2 komentarze:

  1. o jak ja Cię rozumiem!
    I dlatego potwornie mnie irytowały komentarze, że _powinnam_ wrócić do pracy, bo przecież takie uziemienie _na pewno_ mnie unieszczęśliwia i frustruje i to będzie dla mnie lepiej.
    Bardzo tęsknię za tym uziemieniem, za czasem na wszystko, za posprzątanym domem i na czas zrobionymi zakupami. Teraz tego czasu nie mam. A jego brak generuje brak cierpliwości...

    OdpowiedzUsuń
  2. Rozumiem:) Mogłabym napisać podobnie:)

    OdpowiedzUsuń

wolna jak matka

A to Ci dopiero!!! Nie pamiętam kiedy ostatnio miałam to szczęście - jestem sama w domu. SAMA! Na cały dzień! Tolek załatwia swoje sprawy, M...