czwartek, 21 lutego 2013

"Franklin" dobry na kaszel

Mały człowiek siedzi na kanapie i z szybkością karabinu maszynowego wyrzuca z siebie kolejne kaszlnięcia. Bez przerwy, bez zmian po lekarstwach, inhalacjach, wietrzeniu, nawilżaniu. I tak od ośmiu godzin. Małemu człowiekowi głowa opada ze zmęczenia, ale spać się nie da, bo kaszel zbyt mocno wstrząsa małym ciałkiem. Biedna Lalka, nie bardzo rozumie co się dzieje. Na dodatek wszystko zaczyna Ją swędzieć.
Kilka lat temu pewna dobra dusza zlitowała się nad chorym Tolkiem i wysłała nam do Finlandii paczkę z bajkami telewizyjnymi. Błogosławiłam Go juz za to wielokrotnie. Sześć lat później tak samo chora i wypluta Lalka kiwa się nad tym samym Franklinem. A obok ja - tak samo niewyspana, tak samo przypominająca Zombie. Historia kołem się toczy. Ciekawe czy - celem dodania szczypty nowości do tejże historii - Lalka zarazi Tolka. Kaszel stereo w duecie dziecięcym to dopiero byłaby "jazda bez trzymanki"...

P.S. TaTolek, zwany też Kotem, stwierdził, że zdjęcie nóg Lalki z poprzedniego posta może spowodować ocenzurowanie przez google+ i blokadę wejść. Hmm... will see.

P.S. 2 W torbie z lekarstwami odkryłam prezencik z apteki. Pięknie wygląda. Ciekawe co to jest?!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

wolna jak matka

A to Ci dopiero!!! Nie pamiętam kiedy ostatnio miałam to szczęście - jestem sama w domu. SAMA! Na cały dzień! Tolek załatwia swoje sprawy, M...