środa, 7 listopada 2012

Saska Kępa - retrospekcja

Urodziłam się na Saskiej Kępie. I choć "na swoje" wyprowadziłam się już ładnych parę(naście) lat temu, to sentyment pozostaje. Zagraniczne wyprowadzki mają ten dodatkowy plus, że w czasie polskich wizyt stacjonujemy w moim rodzinnym domu. Tym razem październik okazał się magiczny i chwilę po naszym przyjeździe spadł śnieg. Rozpacz Tolka była ogromna, bo przyjechalismy tylko z cienkimi wiatrówkami i tenisówkami, więc opcja bałwanów i aniołków odpadła na wstępię. Dramat Olki był niewiele mniejszy, bo był to Jej pierwszy świadomy śnieg. Pocieszyła się zlizywaniem tegoż z parapetów. Śnieg już stopniał, my wróciliśmy do Lipska, ale na pamiątkę wstawiam tu zdjęcia. Takiego (tylko swojego) miejsca do życia poszukujemy do lat w różnych częsciach Europy...




Obawiam się, że może być ciężko ze znalezieniem go. ;)

2 komentarze:

wolna jak matka

A to Ci dopiero!!! Nie pamiętam kiedy ostatnio miałam to szczęście - jestem sama w domu. SAMA! Na cały dzień! Tolek załatwia swoje sprawy, M...