środa, 21 listopada 2012

o szkole słów kilka cz. 1.


  wspomniane poniżej drewniane auto świetlicowe

Tolek nie chodzi do szkoły niemieckiej, tylko do międzynarodowej. To powoduje, że nie umiem absolutnie nic powiedzieć o "rdzennie tutejszym" szkolnictwie, za to z zapartych tchem obserwuję to czego i jak dzieci uczone są w szkole Tolka.
Otóż okazuje się, że szkoła uczy tu przede wszystkim... myślenia i pracy w grupie. Pojęcia wyświechtane i powtarzające się często w rozmowach o szkołach i przedszkolach w Wa-wie, tutaj nagle nabieraja kompletnie nowego znaczenia.
Sama świetlica powoduje u mnie stale szok i szorowanie szczęką po ziemi. Świetlica jest osobnym budynkiem z ok. 15 salami oraz ogromnym placem zabaw, pełnym zabawek, ścian wspinaczkowych, boisk, szachownic namalowanych na ziemi, szczudeł, itd., itp.

 Tak znalazłam Tolka drugiego dnia szkoły na świetlicy

Wszystkie przerwy (niezależnie od pogody) dzieci spędzały do tej pory na dworze. Nikt nie mówi dzieciom w co się mają ubrać, kiedy, jakie buty założyć. Muszą wiedzieć sami. Kilkukrotnie odbierałam Tolka przemoczonego na wylot, bo nie wpadł na to, żeby założyć kurtkę jak zaczęło padać. Ostatnio nie chciało Mu się cofnąć po kurtkę jak odkrył, że jest mróz. Zachwycony pobawił się w samej bluzie szronem, przemarzł na kość i teraz sam pamięta, żeby sprawdzić temperaturę i odpowiednio się przygotować. Proste? Bardzo, ale w Polsce niewyobrażalne. Przypominają mi się mamusie, które obrażonym tonem dyskutowały w Polsce ze świetliczankami, że nie dopilnowały, żeby dzieci założyły bluzę, zdjęły czapkę i czy zmieniły buty. 

 część boiska widziana z dachu szkoły (który to dach jest jednocześnie placem apelowym)

drewniany statek naturalnej wielkości, do zabawy

Teraz, kiedy wcześnie robi się ciemno, dzieciaki o 16:00 są spędzane do budynku świetlicowego, bo po prostu na dworze ich nie widać. Każda sala świetlicowa ma inny temat przewodni: jest np. kosntruktorska, pełna klocków wszelakich, twórcza - z kredkami, farbami i papierem, jest nawet - ku ogromnej radości mojej latorośli - sala nintendo, wypełniona na ogół chłopcami. Ciekawostka: wszystkei sale mają jedną ścianę w pełni przeszkolną. To powoduje, że nawet maniacy gier jak tylko można wybiegają na dwór, bo żal mi obserwować przez szybe grających w piłkę kolegów. Żadna fifa z tym nie wygra.

budynek świetlicy widziany od strony boiska

Prace domowe, których jest bardzo dużo, też zaskakują, np. teraz dzieci uczą się mnożenia do 20. W naszej Polskiej szkole powodowało to prace domowe typu "wpisz odpowiednie rozwiązanie" czy "dopisz na osi brakujące liczby". Tutaj wygląda to tak: "zapisz jak najwięcej działań, których wynik jest mniejszy lub równy 20", "narysuj plakat, obrazujący mnożenie do 20" (wskazówek dodatkowych brak). Kiedy dzieciaki uczyły się o jedzeniu, praca domowa brzmiała "zjedz coś, czego nigdy nie jadłeś i opisz jakie było", napisz przymiotniki, które mogą służyć do opisu jedzenia".

A na czym polega praca grupowa? Np. dzieci uczą się co to walec, kula, stożek. Jak? Dostają rysunki i mają ułożyć te figury z własnych ciał. Im ich więcej, tym im łatwiej, więc szybko "łapią", że w grupie raźniej.
Na świetlicy sa wielkie, drewniane auta, którymi można jeździć. Warunek? Ktoś inny musi je pchać. Dzieciaki do razu łączą się w grupy, bo wtedy samochód szybciej jeździ, a kierowcy zmieniają się co jakiś czas.
Na boiskach leżą piłki do kosza i piłki nożnej. Potrzeba tylko drużyn i można szaleć... wtedy okazuje się, że najlepiej mieć kolegów ze wszystkich roczników - szybciej powstają składy, starsi są silniejszy, szybciej biegają... w ten sposób nie dość, że dzieciaki ze soba współłracują, to jeszcze zanikaja podziały między rocznikami - każdy bawi się z każdym jak z równym. I tylko fakt, że Tolek niektórym kolegom na luzie wchodzi pod pachę pokazuje mi, że niewątpliwie bawi się nie tylko z równolatkami.

 droga do szkoły pierwszego dnia - Tolek i TaTolek

nawet w takiej fajnej szkole pierwszego dnia człowiek, który nie ma żadnego wspólnego języka ze wszystkimi nauczycielami i uczniami, ma speszoną minę

Mam wrażenie, że to, co w polskiej szkole jest szeroko dyskutowane i wprowadzane w ciężkich bólach za pomocą reguł, zakazów i nakazów, tu wychodzi naturalnie i mimochodem, a dzieci nawet nie wiedzą, że coś im się w ten sposób przekazuje.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

wolna jak matka

A to Ci dopiero!!! Nie pamiętam kiedy ostatnio miałam to szczęście - jestem sama w domu. SAMA! Na cały dzień! Tolek załatwia swoje sprawy, M...