wtorek, 13 listopada 2012

niemieckie śmiecie


Pisałam już o budowie kamienic. Pokazywałam wszystkie schodki i schodeczki, które trzeba pokonać, żeby dostać się na parter. Podumowując: wejście do kamienicy to ok. czterech-ośmiu schodków murowanych, prowadzących na wysoki parter, a dopiero potem "właściwe schody" drewniane.


 Od drugiej strony kamiec są ogrody, a w nich (najczęściej) kosze na śmiecie, po które przyjeżdżają śmieciarki. Żeby się tam dostać, trzeba najpierw wejść od strony ulicy, a potem zejść z wysokiego parteru, tj. pokonać dwa razy po 8 murowanych schodków. Śmieciarze się tym nie zajmują, kosze należy wystawić odpowiednio wcześniej.
W naszej kamienicy jest siedem koszy, które dwa razy w tygodniu są najpierw wciągane po schodkach z jednej strony, a potem zsuwane po schodkach z drugiej strony. Cały zabieg wystawiania śmieci trwa około 20 minut w towarzystwie koszmarnego huku spadających śmietników i w asyście rozsypywanych z tychże resztek wszelakich. Tak sobie dumam... nie łatwiej było zrobić pochylnie?!

A jak już jestem przy temacie śmieci: dopiero tutaj dowiedziałam się co naprawdę znaczy segregacja. Pierwszy szok kulturowy zaserwowała nam Finalndia, ale teraz okazało się, że to było jedynie preludium do Niemiec. Podział jest taki:
- kosze żółte, tj. plastik i metal
- kosze niebieskie - papier
- kosze zielone, tzw. bio
- kosze czarne, tj. to, co nie daje się zakwalifikować do żadnej z powyższych kategorii, z wyłączeniem
- szkła, które (posegregowane kolorystycznie) odnosi się do śmietników na ulicach

 Już parę razy mieliśmy "poważny problem", np. co zrobić z folią bąbelkową, usztywnioną papierem. Do folii? do papieru? rozdzierać na dwie części? A najbardziej rozbawiła mnie pani, która wprowadzała nas w niemieckie tajniki (śmieciowe i nie tylko). Po przeprowadzce z Polski spytałam ją co mamy zrobić z kartonami, w których przyjechał nasz dobytek. Pani nie wahała się ani sekundy "podrzeć na małe kawałeczki i wrzucić do kosza". Jasne, jasne.... kartonów mieliśmy siedzemdziesiąt osiem...


Przez dwa kolejne dni w każdym tygodniu trwa wystawianie koszy odpowiednich kolorów i wywożenie śmieci.
Latem, jeszcze zanim otworzy się oczy, po aromatach z ulicy można poznać który dzień nastał, tj. jaki rodzaj śmieci będzie wywożony. Szczególnie "bio" powodują... hm... niezapomniane wrażenia organoleptyczne.
Niemiecka koleżanka uświadomiła mnie, że powinnam się cieszyć, że w ogóle mamy "służbę śmietnikową". Ponoć często spotykany jest tutaj brak dozorców, wtedy dużury wynoszenio-śmietnikowe oraz klatko-sprzątające rozdzielane sa pomiędzy lokatorów.
A więc cieszę się niezmieniernie i trzy razy tygodniowo spędzam 20 minut wyszczerzona z tej radości kiedy Olka śpi, a za naszymi cienkimi, przeszklonymi drzwiami kolejne śmietniki spadają schodek po schodku z ogłuszającym łoskotem.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

wolna jak matka

A to Ci dopiero!!! Nie pamiętam kiedy ostatnio miałam to szczęście - jestem sama w domu. SAMA! Na cały dzień! Tolek załatwia swoje sprawy, M...