dom


Kilka dni temu wracałam z DemOlką do domu. Jechałyśmy autem, wesoło śpiewając. Nagle minęła nas straż pożarna: jedna, druga, trzecia. Potem pojawił się ogromny, czarny dym i swąd spalenizny. Palił się dom. Chyba opuszczony, chyba samotny, chyba nikt nie ucierpiał.
Szybko zajęły się okoliczne krzaki i drzewa. Z pobliskiego przystanku autobusowego uciekli ludzie i zbili się w ciasną gupkę, niespodziewanie ogrzaną szalejącym ogniem . Zrobił się korek, bo dym utrudniał widoczność, a straż, policja i karetki zajęły sporą część ulicy. Samocody zwalniały, każdy "chciał zobaczyć". Już nie śpiewałyśmy. Obie umilkłyśmy, przejęte nieszczęściem domostwa. Buzujący ogień z oknach, jęzory płomienia wychodzące kominem, kłeby dymu buchające drzwiami. 
Kiedyś ktoś to budował, cieszył się z nowego domu, ktoś żył, mieszkał, może się rodził, umierał. 
Do domu wróciłyśmy w ciszy. Jakże ulotne jest życie. Jak smutny jest palący się dom nawet, jesli do dawna stoi opuszczony. 

Komentarze

  1. Bardzo nostslgiczny wpis, a jaki prawdziwy.
    Jest mi smutno, kiedy nie ma już jakiegos domu, czesto ludzie muszą sie z niego wynieść, bo w jego miejscu bedzie powstawać cos nowego. To smutne. Juz nie ma po nich nawet ,,pomnika".

    OdpowiedzUsuń
  2. SadowyOgrodnik8 lipca 2026 20:20

    Kurczę, nie wiedziałem, że w takich starych domach czy miejscach tyle się kryje wspomnień. Natknąłem się na ten wpis i trochę mnie to zaskoczyło, bo człowiek zwykle patrzy tylko na to, co nowe. Ja sam nie bardzo ogarniam, czemu tak łatwo znika coś, co jeszcze komuś coś znaczyło. To naprawdę smutne.

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz